czwartek, 22 października 2015

Naleśniki z kaszy jaglanej

Poszukując przepisu na zdrowy krem czekoladowy, trafiłam na blogu Smakoterapia na naleśniki z ugotowanej kaszy jaglanej (klik). Zaciekawiły mnie bardzo i przepis wypróbowałam. W oryginale zostało użyte mleko ryżowe, ja takiego nie miałam, więc zastąpiłam mlekiem sojowym waniliowym pół na pół wymieszanym z wodą przegotowaną. Dzięki temu naleśniki zyskały wspaniały waniliowy aromat. 

Potrzebujemy na ok. 10 naleśników:
- 10 łyżek ugotowanej kaszy jaglanej (wystudzonej, może być z poprzedniego dnia),
- 1 szklanka mleka ryżowego albo sojowego wymieszanego pół na pół z wodą, ostatecznie sama woda,
- 6 - 8 łyżek skrobi kukurydzianej,
- szczypta soli - jeżeli kasza nie była solona wcześniej
- opcjonalnie 1 jajko - ja nie dodałam,
- 3 - 4 łyżki oleju kokosowego w stanie płynnym - ostatecznie można użyć innego oleju.
+ troszkę oleju do smażenia.

Kaszę przełożyłam do pojemnika blendera i dolałam część mleka. Zmiksowałam na gładko. Następnie dodałam pozostałe składniki i jeszcze krótko blendowałam. Nie mam mikrofalówki, zatem aby uzyskać olej kokosowy w płynie wstawiłam szklankę z odmierzoną ilością do ciepłej wody. Ładnie się rozpuścił.

Jeśli chodzi o konsystencję ciasta - powinno być nieco gęstsze niż na tradycyjne naleśniki. Ja najpierw usmażyłam pierwszego naleśnika - okazało się ciasto za gęste - dolałam nieco wody.

Patelnię smarujemy dobrze tłuszczem i nagrzewamy. Zgodnie z przepisem - należy smarować patelnię tylko za pierwszym razem, ale ja smarowałam jeszcze odrobiną oleju kokosowego co kilka naleśników. Wlewamy ciasto na patelnie i na średnio mocnym ogniu smażymy naleśniki z obu stron, delikatnie je przewracając. Moim zdaniem smażą się dłużej niż te tradycyjne. Ale naprawdę są bardzo dobre. Zajadałam z konfiturą z owoców leśnych.


wtorek, 20 października 2015

Muszle makaronowe nadziewane mięsem mielonym

Zbliża się pora obiadowa... I co na obiad? ... Dziś szef kuchni poleca - zapiekany makaron conchiglioni nadziewany mięsem mielonym. Aktualnie w Lidu jest tydzień włoski i bez problemu można znaleźć takie duże muszle i bardzo dobrą passatę. Danie jest naprawdę pyszne. Polecam.

Na 2 porcje (forma o wymiarach 25 x 17 cm) :

- ok. 16 sztuk muszli.

Na farsz:
- 350 g mielonego mięsa (może być wieprzowo - wołowe lub tylko wieprzowe)
- 1 duża marchewka,
- 1 cebula,
- 1/2 papryki czerwonej,
- 1 duży mięsisty pomidor,
- 1 lub 2 ząbki czosnku,
- zioła dalmatyńskie Kotanyi,
- papryka ostra i słodka,
- sól, pieprz
- olej lub oliwa do smażenia.

Na sos pomidorowy:
- 1,5 szklanki passaty pomidorowej,
- 1 łyżka oliwy,
- 1/2 łyżeczki cukru,
- zioła dalmatyńskie,
- ostra i słodka papryka,
- sól, pieprz.

Ponadto ok. 5 do 10 dag twardego sera żółtego np. Bursztyn, Dziugas.

Wlewamy do rondelka passatę, dodajemy oliwę i gotujemy na niewielkim ogniu ok. 5 minut. Doprawiamy solą, pieprzem, cukrem i przyprawami. Odstawiamy.

Na patelni podsmażamy cebulę pokrojoną w drobną kostkę, następnie wrzucamy startą na tarce o grubych oczkach marchewkę, chwilę smażymy razem, stopniowo dorzucamy mięso ( w taki sposób aby nie ochłodzić patelni i mięso się smażyło, aby nie zdążyło puścić soków - marchewkę z cebulą zgarniamy na bok patelni a na wolnej przestrzeni smażymy mięso, gdy dana porcja się podsmażymy przesuwamy ją do marchewki). Solimy, doprawiamy pieprzem, przyprawami oraz wyciśniętym przez praskę czosnkiem, dodajemy pokrojoną w drobną kostkę paprykę, pomidora, przykrywamy pokrywką i dusimy ok. 15 minut. Przekładamy do miseczki i odstawiamy do ostudzenia.

W tym czasie gotujemy makaron według przepisu na opakowaniu. Odlewamy na durszlaku, przelewamy zimną wodą.

Do naczynia żaroodpornego wlewamy przygotowany wcześniej sos pomidorowy. Nadziewamy każdą muszelkę farszem i ścisło układamy w naczyniu. Sosu pomidorowego musi być przynajmniej do połowy wysokości muszelek (po ułożeniu).

Naczynie przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st. C na 30 minut. Po 20 minutach - zdejmujemy folię, makaron posypujemy startym żółtym serem. Pieczemy dalej 10 minut.

Podajemy z surówka np. (tarta czarna rzepa + jabłko + marchew + 2 łyżeczki śmietany 18%) lub samodzielnie.



sobota, 17 października 2015

Golonka wolnopieczona

W mojej rodzinie nie ma wielu fanów golonki, ale ja uwielbiam. Mięsko jest miękkie, lekko kleiste no i troszkę tłuste. Ale raz na jakiś czas, nie zaszkodzi. Przy tym przepisie nie ma dużo pracy, trzeba mięso zamarynować na noc, potem jeszcze trochę doprawić, zalać piwem i piec ok. 3 - 3,5 godziny. Wybrałam przyprawy, które ułatwią trawienie czyli majeranek i kumin. Mięso najlepiej piec w garnku glinianym lub ceramicznym, ostatecznie w dowolnym naczyniu żaroodpornym z przykrywką. Niższa temperatura i dłuższy czas pieczenia powodują, że golonka jest naprawdę aromatyczna i mięciutka. Podałam ją z musztardą chrzanową oraz buraczkami duszonymi z jabłkiem *.

Potrzebujemy:
- świeżą golonkę (moja ważyła 0,87 kg) lub dwie
- 1 cebula,
- 4 ząbki czosnku,
- 2 łyżki suszonego majeranku,
- 1 łyżeczka ostrej papryki,
- 1 łyżeczka kminu rzymskiego,
- 3 listki laurowe,
- sól,
- świeżo mielony pieprz,
- 2 - 3 łyżki oleju,
- 1 szklanka jasnego piwa.

Golonkę dokładnie myjemy, osuszamy, skórę nacinamy w kilku miejscach. Olej mieszamy z majerankiem, solą i pieprzem. Nacieramy golonkę. Owijamy w folię spożywczą i wstawiamy do lodówki na całą noc.

Następnego dnia golonkę dodatkowo oprószamy ostrą papryką. Do naczynia żaroodpornego wlewamy piwo, wkładamy przecięte na pół ząbki czosnku (bez obierania), pociętą na ćwiartki cebulę, listki laurowe i rozrzucamy po całym naczyniu kumin. Wkładamy golonkę. Naczynie przykrywamy. Wstawiamy do zimnego piekarnika. Ustawiamy temperaturę 180 st. Pieczemy przez pierwszą godzinę. Następnie zmniejszamy do 160 st. i pieczemy dalej ok. 2 - 2,5 godziny. Na 15 minut przed końcem pieczenia można zdjąć pokrywkę, żeby mięsko się bardziej przypiekło z wierzchu, ale nie ma takiej konieczności. I gotowee ... :)








* 4 średnie buraczki wyszorować, osuszyć, owinąć folią spożywczą i dorzucić w trakcie pieczenia do piekarnika. Po godzinie wyjąć i pozostawić do wystudzenia. Zetrzeć na tarce o grubych oczkach wraz z jabłkiem, wrzucić na patelnie, posolić i dusić ok. 10 minut.


poniedziałek, 5 października 2015

Chleb pszenno - żytni ze słoniecznikiem i otrębami

Jest to szybki i bezproblemowy przepis. Ciasto na chleb wystarczy wymieszać łyżką. Pasuje do wszystkiego: i do kanapki z wędliną i kanapki z białym serem i miodem. Przepis znalazłam na stronie przepis na chleb klik. Zmniejszyłam składniki o 1/3, żeby można było upiec chleb w keksówce o wymiarach 30/11 cm. Składniki podane są w gramach. Jeżeli nie dysponujemy wagą - można posiłkować się przelicznikami wag na mililitry w internecie.

Potrzebujemy:

Na zaczyn:

- 50 g aktywnego zakwasu żytniego (tj. ok. 2 łyżek),
- 90 g mąki żytniej razowej typ 2000,
- 130 g letniej wody (zaczyn będzie płynny ale nie może być wodnisty).

Wszystkie składniki mieszamy w misce łyżka (najlepiej niemetalową) tylko do ich połączenia. Przykrywamy folią spożywczą (lub wkładamy miskę do czystej reklamówki) i odstawiamy na ok. 12 godzin w temperaturze pokojowej. Ja najczęściej taki zaczyn przygotowuje rano ok. godziny 6 i po 18 przechodzę do dalszego etapu.

Ciasto właściwe:
- 340 g mąki pszennej typ 500 lub 550,
- 15 g otrębów pszennych,
- 1,5 łyżeczki soli najlepiej niejodowanej np. kamiennej do przetworów,
- 70 g słonecznika (kupuje w Lidlu) - 2 łyżki zostawić do posypania chleba,
- 230 g wody,
- cały zaczyn.

Wszystkie składniki umieszczamy w misce i mieszamy łyżką (bądź robotem z hakiem) do momentu aż uzyskamy gładkie ciasto. Łyżką zajmuje to mniej więcej  6 - 7 minut. Ciasto nie może się rozlewać, jest dość gęste, stawia opór przy mieszaniu, ale nie da się z niego uformować kuli. Gdy ciasto rośnie jego konsystencja staje się bardziej luźna, więc za rzadkie ciasto da nam zakalec. Z kolei za gęste spowoduje to, że chleb będzie słabo rósł i stanie się po upieczeniu twardy. Ale doświadczenie czyni mistrza :)

Keksówkę smarujemy dokładnie olejem i obsypujemy np mąką razową żytnią. Wykładamy ciasto. Wyrównujemy zwilżoną łyżką. Obsypujemy słonecznikiem, którego lekko wciskamy w wierzch ciasta. Przykrywamy keksówkę folią. Ja wstawiam do dużej reklamówki w taki sposób, aby folia nie przykleiła się do rosnącego ciasta, bo odrywanie jej może spowodować, że ciasto opadnie.

Tak przygotowane ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 3 do 5 godzin. Gdy będzie słabo rosło tzn. po 2 godzinach ciasta nie przybędzie - można delikatnie podgrzać piekarnik i tam wstawić keksówkę. U mnie na razie zakwas sobie radzi w temperaturze pokojowej i ciasto wyrasta ok. 3 godzin, a niedługo liczę na ciepłe kaloryfery.

Gdy ciasto urośnie dwukrotnie (z tych proporcji prawie pod sam brzeg formy), nagrzewamy piekarnik do 230 st. C. (bez termoobiegu). Ciasta trzeba troszkę pilnować. Nie może przerosnąć, bo w końcu zacznie opadać.

Chleb wstawiamy do dobrze nagrzanego piekarnika. Pieczemy 10 minut i następnie zmniejszamy temperaturę do 200 st. C. Pieczemy dalej ok. 50 minut. Skórka będzie ładnie zrumieniona.

Opcjonalnie: Po wstawieniu chleba można ścianki piekarnika spryskać lekko wodą. Ja na przykład wstawiam małe żaroodporne naczynie z wrzątkiem i po 10 minutach (gdy należy zmniejszyć temperaturę) otwieram piekarnik i wyjmuje je. Chleb który cały czas dostaje wilgoć, nie upiecze się.

Po wyłączeniu piekarnika, chleb pozostawiam jeszcze na kilka minut, następnie otwieram piekarnik, delikatnie wyjmuje chleb z formy (czasami wystarczy tylko puknąć w dno a czasami trzeba obkroić dookoła nożem) i studzę chleb na kratce. Mam  taką kratkę na "nóżkach", choć czasami chleb zostawiam po prostu bokiem na keksówce. Najważniejsze żeby go wyjąć z formy i mógł odparować, bo inaczej będzie gliniasty w środku.  Upieczony chleb popukany od spodu wydaje głuchy odgłos. Świeżego chleba na zakwasie nie należy od razu kroić, a przynajmniej po przestudzeniu. U mnie piecze się wieczorem i rano na śniadanie jest gotowy.




Mamy zakwas żytni i co dalej

1. Jak dokarmiać aktywny zakwas?
aktywny zakwas

Jeśli już mamy aktywny zakwas - swoją własną kulturę dzikich bakterii, trzeba się nim odpowiednio zająć, żeby służył jak najdłużej. Im starszy zakwas tym większa jego moc.

Zakwas powinien być przechowywany w uprzednio wyparzonym słoiku (najlepiej o pojemności 1 litr). Musi mieć dostęp do powietrza, więc słoik należy przykryć gazą bądź kawałkiem pieluszki tetrowej i zabezpieczyć recepturką, żeby nic do niego nie wpadło.

Co jakiś czas należy zakwas "przeprowadzić do nowego domku". Aby nie zaczęła pleśnieć mąka zgromadzona na ścianach słoika.

Konsystencja zakwasu - dość gęsta. Przyrównałabym ją do gęstej śmietany, może nawet trochę bardziej. Wtedy łatwiej jest go przechowywać. Zapach - przypomina aceton bądź ocet jabłkowy. Dopóki nie ma pleśni jest dobry. Czasami może się rozwarstwić. Wystarczy zamieszać.

Zakwasu nie powinno być dużo w słoiku. Jedynie na potrzeby danego przepisu na chleb można go wyhodować więcej.

Ja zostawiam tak "na oko" 4 łyżki aktywnego zakwasu (jeśli mam więcej wyrzucam), które dokarmiam 3 płaskimi łyżkami mąki żytniej razowej typ 2000 i ok. 3 łyżkami wody. Powinno być mniej więcej tyle samo wody co mąki.

Używam letniej wody z kranu. Ważne żeby nie była chlorowana, bo pozabija nasze bakterie i jak widać w Warszawie nie jest, bo mój własnoręcznie wyhodowany zakwas od miesiąca ma się dobrze.

Zakwas powinno się dokarmiać co 12 - 16 godzin, jeżeli trzymamy go w temperaturze pokojowej. Po mniej więcej 10 godzinach od dokarmienia nadaje się do użycia do ciasta na chleb.


2. Jakiej mąki użyć?

Zakwas żytni najlepiej dokarmiać mąką żytnią razową typ 2000 /w ostateczności także można czasami podkarmić żytnią chlebową typ 720/. Ja najbardziej lubię mąki firmy Młynomag. Kiedyś zamawiałam bezpośrednio u producenta, a teraz są dostępne w sieci marketu Carrefour.




2.Jak przechowywać zakwas?

Po wykorzystaniu części zakwasu do chleba, resztę  jeszcze dokarmiam i odstawiam na max. 12 godzin w temperaturze pokojowej i po tym czasie odstawiam go do lodówki. Uwaga:  nie można chować do lodówki świeżo dokarmionego zakwasu.

Na pewno nie możemy zapominać o naszym zakwasie w lodówce, żeby się nie zepsuł. Trzeba go co jakieś parę dni wyjąć z lodówki, zdjąć powstały "kożuszek" z powierzchni i wraz z częścią zakwasu wyrzucić, a resztę dokarmić i odstawić na ok. 12 h w temperaturze pokojowej. Zakwas znowu jest gotowy do użycia.

Ja często piekę chleb więc praktycznie cały czas jest dokarmiany co 12 h, a w lodówce stoi bardzo rzadko.

poniedziałek, 21 września 2015

Tort 'Kraina Lodu' Elsa

Uwielbiam piec ciasta i chleby. O ile umiejętności piekarnicze jakieś tam mam. To już z ozdabianiem jest gorzej. Na szczęście wtedy z pomocą przychodzi mi mąż. I razem potrafimy stworzyć coś fajnego. W ten weekend przygotowaliśmy tort 'Kraina Lodu' na urodziny naszej Chrześnicy.
Tort składa się z dwóch biszkoptów, na które przepisy znalazłam na stronie mojewypieki.com: rzucanego i migdałowego. Dalej będzie nam potrzebny mus malinowy, krem z białej czekolady (przepis ze strony Kwestia Smaku), masa lizakowa (przepis video Cookies Cupcakes and Cardio), cukrowe gwiazdki w kolorze białym i niebieskim (kupiłam gotowe) oraz postacie z bajki Kraina Lodu. Nam niestety udało się  nabyć jedynie Elsę (wysokość ok. 10 cm). Tort wzorowałam na przepisie Cookies Cupcakes and Cardio (klik). Poniżej mój sposób wykonania. Byłam zadowolona z efektu końcowego, zarówno smakowego jak i wizualnego. Mam nadzieje, że Jubilatka też :)


Biszkopt rzucany (tortownica o śr. 23 cm)

Jest to przepis na najlepszy biszkopt, który do tej pory upiekłam, puszysty, bez dodatku proszku do pieczenia, po upieczeniu praktycznie nie opada. Moim zdaniem sekret udanego ciasta wynika z kilku szczegółów: 1. jaja powinny być w temperaturze pokojowej (należy je wyjąć na ponad 2 godziny przed wypiekiem); 2. należy prawidłowo ubić jajka tzn. nie przebić ich - białka należy ubijać do pierwszego momentu tzw. "sztywnej piany", następnie dodawać po jednym żółtku krótko miksując do połączenia 3. umiejętne wymieszanie masy jajecznej z przesianą mąką (przesiewam dwa razy - najpierw łącze obydwie mąki i przesiewam do miseczki, następnie znowu przez sitko przesiewam do jajek). Należy mieszać szpatułką lub łyżką ruchami skierowanymi od dna do góry i jednocześnie obracać misą). 4. rzuceniem upieczonym biszkoptem w tortownicy z wysokości ok. 60 cm. 5. papierem do pieczenia wykładamy tylko dno, a boków nawet niczym nie smarujemy.

Potrzebujemy:
- 5 dużych jaj (lub 6 mniejszych),
- 3/4 szklanki mąki pszennej tortowej,
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej,
- 3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków.

Piekarnik nagrzewamy do 170 st. C. Białka oddzielamy od żółtek. Ubijamy białka na sztywną pianę. Dodajemy po 1 łyżce cukru ubijając po każdej porcji. Chwilę jeszcze ubijamy o dalej miksując dorzucamy po 1 żółtku. I tu robota miksera się kończy. Teraz przesiewamy wymieszane mąki do masy jajecznej. Ja dodawałam mąkę w trzech porcjach. Ciasto przelewamy do tortownicy. Wyrównujemy wierzch. Pieczemy na środkowej półce piekarnika ok. 35 - 40 minut. Po wyłączeniu piekarnika, wyjmujemy biszkopt i zrzucamy go z wysokości ok. 60 cm na podłogę lub blat w kuchni. Ponownie wstawiamy do piekarnika z uchylonymi drzwiczkami do wystudzenia. Upieczony biszkopt jet na tyle wysoki, że można go podzielić na 3 lub 4 blaty.



Biszkopt migdałowy (tortownica ok. 18 cm):

- 2 duże jaja,
- 1 łyżka letniej wody,
- 1/2 szklanki mielonych migdałów,
- 1/2 szklanki mąki pszennej,
- 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia,
- ok. 1/2 szklanki drobnego cukru (lub troszkę mniej),
- kilka kropli aromatu migdałowego (opcjonalnie).

Piekarnik nagrzewamy do 170 st. C. Jaja ubijamy razem z cukrem i wodą (i olejkiem) do puszystej prawie białej masy. Ja ubijałam nieco ponad 10 minut mikserem. Do masy jajecznej dodajemy przesianą mąkę z proszkiem i migdały ( na 2 razy), delikatnie mieszamy. Pieczemy na środkowej półce piekarnika ok. 20- 25 minut.

Krem biała trufla (do przełożenia obydwu biszkoptów i dekoracji):
- 260 g białej czekolady (ja miałam z Lidla),
- 500 g serka mascarpone w temperaturze pokojowej,
- 340 g śmietany 30% (prawie całe opakowanie 400 ml),
- 3 łyżeczki cukru pudru.
- opcjonalnie 1 łyżka żelatyny rozpuszczona w niewielkiej ilości gorącej wody-następnie ostudzona).

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej (woda letnia, żeby czekolada się nie rozgrzała za bardzo). Do rozpuszczonej czekolady dodajemy żelatynę i stale mieszamy. Następnie porcjami po 1 łyżce dodajemy mascarpone ciągle mieszając. Śmietanę ubijamy z cukrem. Łączymy masę czekoladową z bitą śmietaną bardzo delikatnie (tak jak ciasto na biszkopt).

Do nasączenia:
-3/4 szklanki przegotowanej wody,
- 1 łyżeczka cukru pudru,
- sok z połowy cytryny.

Wszystko razem mieszamy.

Mus malinowy:
- 400 g malin, świeżych lub mrożonych,
- sok z cytryny,
- 2 łyżki cukru,
- 1 łyżka żelatyny rozpuszczonej w niewielkiej ilości gorącej wody.

Maliny rozgniatamy i podgrzewamy z cukrem. Chwilę gotujemy. Dodajemy sok z cytryny do smaku. Ponad połowę musu przecieramy przez sitko, aby pozbyć się nadmiaru pestek. Do jeszcze gorącego musu dodajemy żelatynę i energicznie mieszamy. Pozostawiamy do ostygnięcia i zgęstnienia (uwaga aby mus całkowicie się nie stężał).

Masa lizakowa:
- 3/4 szklanki syropu kukurydzianego (koniecznie),
- 1/2 szklanki wody,
- 1 i 3/4 szklanki cukru
- kilka kropel barwnika niebieskiego.

Wszystkie składniki (oprócz barwnika) umieszamy w rondelku o grubym dnie. Na średniej mocy kuchenki podgrzewamy  wszystko razem. Uwaga: nie mieszamy łyżką, możemy jedynie co jakiś czas pokręcić samym rondelkiem. Gdy cukier się rozpuści wkładamy do rondelka termometr kuchenny i czekamy aż masa osiągnie temperaturę 150 st. C. (300 st. F). Trwało to ok. 10 minut. Jeszcze ogrzewając dodajemy barwnik do uzyskania wymaganego koloru. Szybko, ale ostrożnie, bo masa jest bardzo gorąca. wylewamy ją na wyłożoną papierem do pieczenia blachę (tą dużą z piekarnika). Po ostygnięciu kroimy nożem z "piłką" (może być taki do pieczywa) do wymaganych rozmiarów.


Składanie tortu:

Większy biszkopt dzielimy na 3 blaty, a mniejszy na 2. Nasączamy. Wykładamy gęstniejący mus malinowy. Na chwilę pozostawiamy, żeby nieco stężał.

Wykładamy krem z białej czekolady, uważający aby nie pomieszać z musem. Ja wykładałam porcjami łyżką dookoła tortu i kilka na środku i potem delikatnie te porcję rozpłaszczałam.

Teraz składamy każdy biszkopt. Cienką warstwą smarujemy boki (potem jeszcze będą poprawki). Mniejszy docinamy do odpowiedniego kształtu. Układamy jeden na drugim -  tak jak na zdjęciach poniżej:


Żeby wzmocnić nasz tort najlepiej wcisnąć docięte na odpowiednią wysokość patyczki (np. takie jak do szaszłyków). Teraz poprawiamy boki i ewentualnie górne warstwy biszkoptów. Krem ma imitować śnieg, więc nie musi a nawet nie powinien być idealnie równo rozsmarowany. Układamy wycięte lizaki i obsypujemy gwiazdkami śniegowymi.


Wstawiamy do lodówki do stężenia kremu (przynajmniej na 3 godziny). Na koniec dodajemy figurki postaci z bajek i świeczki.





poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Ciasto czekoladowe ze śliwkami

Lato w mieście nie jest fajne: upał, duszno, nic się nie chce. Jednym słowem  męczarnia. Pocieszeniem dla mnie, że mimo tej suszy, na bazarkach są wspaniałe owoce. A że lubię ciasta z owocami często teraz szukam czegoś do upieczenia na necie. Piekłam niedawno owsianą szarlotkę ale nie przypadła mi do gustu. A przepis na ten smakołyk znalazłam na stronie Małej Cukierenki klik. Bardzo proste i szybkie w przygotowaniu. Piekłam już dwa razy i zauważyłam, że wynik zależy od jakości użytych produktów. Najlepszy wynik uzyskałam, gdy piekłam na bazie masła z Lidla a połowę cukru brązowego zastąpiłam białym drobnym. Cukier brązowy bardzo wolno się rozpuszcza i mimo tego, że za drugim razem wykorzystałam cukier trzcinowy zmielony w młynku do kawy, to ciasto nie miało tej samej puszystości. Oczywiście najważniejsze jest, żeby składniki były w temperaturze pokojowej (mleko, jajko, masło). Podane proporcje (miarowa szklanka to stara szklanka arcoroc - 250 ml) są dostosowane do okrągłej foremki o średnicy 20 cm.


Potrzebujemy:
- 5 dużych śliwek,
- 1 i 1/3 szklanki mąki pszennej,
- 100 g masła + masło do formy,
- 1 duże jajko,
- szczypta soli,
- 1/4 szklanki kakao,
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1/2 szklanki mleka,
- 2/3 szklanki cukru jasnego brązowego dobrze rozpuszczalnego (lub pół na pół z białym drobnym),
można dodać troszkę mniej cukru jeśli lubimy mniej słodkie ciasta,
- 1 cukier waniliowy mały (opakowanie chyba 8 gram),
- 1 łyżka brązowego cukru do posypania śliwek,
- opcjonalnie troszkę cynamonu do posypania śliwek (ja nie użyłam).

Włączamy piekarnik na 180 st. C. Dno foremki wykładamy papierem do pieczenia. Boki smarujemy masłem. Umyte śliwki przekrawamy na pół.

Mąkę przesiewamy razem z kakao, proszkiem do pieczenia i solą.

Masło ucieramy z podanymi cukrami (w oryginalnym przepisie podane jest żeby ubijać 3 minuty na najwyższych obrotach miksera, dla mnie było to za mało i ucierałam ok. 5 minut).

Teraz dodajemy jajko. Miksujemy chwilę. 

Następnie dodajemy połowę ilości mleka i połowę mieszanki mąki i kakao. Miksujemy na średnich obrotach do połączenia składników. Dodajemy resztę mąki i mleka. Chwilkę miksujemy do połączenia składników. 

Tak przygotowane ciasto przekładamy do foremki. Układamy śliwki skórką do dołu. Obsypujemy śliwki samym cukrem lub mieszanką cukru i cynamonu.

Pieczemy ok. 50 - 60 minut (na dolnej półce piekarnika). Po wystudzeniu można już cieszyć się wspaniałym smakiem.